"Przez palce sączyła brunatna krew... z sinej dłoni wypadł zardzewiały nóż... Ostatnia Łza zamieniła się w perłę lodu na trupio-białym policzku i zamarła w swym blasku, a na martwych ustach zastygł Ostatni Uśmiech...
Gorycz wypełniła ciało, które umierało... Powoli, jakby jeszcze czekało na najlżejsze dotknięcie i pieszczotę...
Westchnęło. I umarło.
Powieki opadły... ostatni oddech uciekł bardzo szybko, pośpiesznie i jakby z trwogą, że może zostać zatrzymany na zawsze wśród martwoty ciała. Głos zamilkł i już nie dręczył smutnego sumienia; tylko żal za radością zawył, zakwilił i ucichł jak pokorne dziecię.
Wtedy po raz pierwszy zaczęłam myśleć jaka Ona jest...
Przed zastygłymi oczyma mignęła mi kosa...? Czy lekki puch włosów?...
Zawsze chciałam, aby była piękna... cicha... spokojna... I ze starości. Zawstydziłam się. Gdybym mogła, spojrzałabym ostatni raz na moje pokaleczone dłonie... Może odczytałabym z nich przyczynę, a nie tylko skutek... Cóż... Głowa mi tak ciąży... a dłoni nie widzę... nie mogę zobaczyć...
Czemu...?
Miała uśmiech anioła i szatańskie oczy...
Nie patrz teraz na mnie... nie płacz... nie tęsknij... Nie warto.
Obiecaj mi tylko jedno... Że jeżeli się kiedykolwiek zobaczymy, będziesz mógł mi z uśmiechem na Twych wargach opowiedzieć o ślicznej żonie, dzieciach, udanym życiu... i o tym, że... zapomniałeś... i wybaczyłeś.
Wyciągnęła lekką dłoń, musnęła zastygłą krew na mych nadgarstkach i starła pocałunkiem naiwne wyznanie...
Kochałam. "
Najnowsze Wpisy
Szedł, odkąd pamięta. Zawsze do przodu. Był ślepcem. Życie, Miłość, Bóg...to wszystko nie miało dla niego znaczenia. Chciał jedynie iść dalej, najprostszą i najkrótszą z możliwych dróg. Nie rozumiał, że ostateczny cel jego wędrówki świeci mu prosto w plecy. Był dzieckiem. Labirynt pogłębiał się. Nie pamiętał już dokąd zmierza. Napotykani ludzie podobnie jak on, kręcili się w kółko, zabiegani, myślący tylko o dniu dzisiejszym. Wszyscy byli pionkami w wielkiej rozgrywce pomiędzy Niebem a Piekłem. Zagubieni, rozżaleni, szaleni. Ścieżki coraz mocniej zakręcały, przecinały się wzajemnie i zataczały pętle. Był młodzieńcem. Zakochanym...w sobie. Niezrozumianym przez ludzi i świat. Odrzuconym przez Boga. Był głupcem. Szczęśliwe chwile przeplatały się nierozłącznie z nieszczęśliwymi. Uczył się, a wielka Gra toczyła się nadal. Zatrzymał się. Pierwszy raz w życiu. Rozglądnął, zastanowił...i usłyszał głos własnego sumienia. Głos powołania, który wskazywał co prawda ścieżkę trudniejszą i ciemniejszą od wszystkich innych, ale dającą nadzieję. Zakochał się. Była wyjątkowa, tak bardzo podobna i inna zarazem. Czuł, że jest mu przeznaczona. Dziś wędrują razem, prowadzeni przez niewidzialnych opiekunów, otuleni miłością Jedynego. Był szczęśliwy.
Moja pierwsza notka na blogu.. Nie wiem jeszcze, czy ktoś będzie to czytał. Ale od dłuższego czasu chciałem posiadać coś w rodzaju pamiętnika. Widać marzenia się spełniają:)

